Nie przenoscie nam stolicy do Torunia.

31
sty
2

Czy zastanawiałeś się jakim miejscem jest dla Ciebie kościół? Czy jest to jedynie budowla do której chodzisz z przymusu? Czy jest Kościołem, w którym ukazujesz swe pojednanie z Bogiem. Dla jednych może być to prosta odpowiedź, dla innych zaś dylemat życia codziennego. Dylemat, który powinien przybliżyć nas do głębszego wyznawania wiary. Niestety – kontakt duchowy poprzez modlitwę, coraz bardziej upada na dno. Nie dlatego, że czasami jesteśmy pod presją „próżności” lecz z tego, iż współcześnie „świątynia” odbierana jest coraz częściej pod nazwą INSTYTUCJA!

Na początku chciałbym zwrócić uwagę, iż poniższa ocena nie ma nic wspólnego ze sferą duchową, by uniknąć prawdopodobnej opinii „szarlatana” „by Pani śląca rentę do Torunia”.

„Słyszała Pani? Ten Nowak aż 300 zł dał. Zawsze taki sknera był a teraz? – No, no, a Kowalski? On to zawsze więcej dawał!” – tego typu dialogi, w domniemaniu „moherowych pań” egzystują jako chleb powszedni. Więc dlaczego tak jest? „Gumowe uszy” niektórych osób charakteryzują ich mentalność, siedząc z różańcem w ręku słuchając kto i ile ofiarował dziś na kościół. Jak widać, w tym przypadku opisywane przeze mnie miejsce ewoluuje do dwoistości.

Oczywiście, „ekwipunek” w postaci „trzeba rzucić na tacę”, który staje się koniecznością, zabieramy ze sobą na niedzielną mszę. To jedynie mały wstęp i nie chce skupiać na tym, aż tak wielkiej uwagi, bo to czy ktoś rzuci 2zł czy 20zł, w tej sytuacji nie ma żadnego znaczenia.

Dochodząc do meritum – wprowadzanie przez księży pomysłu informowania wszystkich parafian znajdujących się aktualnie w kościele o złożonych ofiarach wydaje się dość dwuznaczne. Nie mam pojęcia, jaki jest główny cel tej idei. Oczywiście pierwszą myślą, która przechodzi mi przez głowę jest chęć podziękowania ofiarodawcy, jednocześnie wzbudzić poczucie własnej wartości, podnieść wskaźnik autoafirmacji. Tak aby typowy Pan Henek pomyślał – „Jaki to ja jestem bogaty… Teraz pewnie każdy mi zazdrości!”.

W dzisiejszych czasach, takich Panów Henryków jest coraz więcej. Nie chcę tu pod żadnym pozorem obrażać kogokolwiek. Lecz… prawdziwa skromność i dziękczynienie kryje się w tak zwanych „anonimowych ofiarodawcach”. Ze szczerością bije pokłon tym, którzy umieją „zasłonić” się w takiej sytuacji. Po co połowa mojego miasta ma wiedzieć o tym jaki jestem dobroduszny, a w szczególności w jakiej wysokości przekazałem datki na kościół(skoro już do takiej sytuacji doszło).

Tym oto sposobem ten stan rzeczy przyjmuje formę wyścigu szczurów. Co możemy myśleć na ten temat? – Miejscowi potentaci będą bić się o to, aby być lepszym od drugiego, tym samym zatracając poczucie głównego celu składania „podarunków”. „O cwany! On dał tyle, a ja dam więcej”. Niekończąca się licytacja, na której cierpi cała inicjatywa KOŚCIOŁA. CO mam na myśli? Tłumacząc to na przykładzie prostego człowieka, który w pewnej „fazie” mszy świętej musi słuchać jakichś niepotrzebnych „nikomu” informacji. Co ja będę miał z tego słuchając, że dzisiaj parafia uzbierała tyle i tyle pieniędzy z czego taka kwota pójdzie na remont tego czy tamtego „… i szczególne podziękowania dla Pana Wiesia, który przekazał nam kwotę w wysokości 700zł i cała parafia w tym momencie panu Wiesiowi serdecznie dziękuje!”.

Ogólnie rzecz biorąc, jak każdy wie – o pieniądzach rozmawia się z pewnym ograniczeniem. Akurat o tym „fenomenie” nie dyskutuje się tak jak na inne tematy. Nie muszę podawać konkretnych przykładów, bo o tym na pewno każdy wie. Tak więc, moim skromnym zdaniem  rozpatrując pojęcie „Kościół” jako instytucja, rozwija się w zadziwiająco szybkim tempie. Tutaj nikt nie owija w bawełnę, a sprawy finansowe niekiedy burzą stosunki między nami a tym miejscem. Dowodem na to może być wszystkim znana działalność Ojca Tadeusza Rydzyka, który tylko nakręca psychikę swoich podwładnych (czyt. rencistek) na zasadzie współczesnego imprezowego hasła “kto nie skacze ten z policji”. Jak to rozumieć? – Wspomagajcie Kościół = pieniądze są naszym priorytetem. Taka siła perswazji jak dotąd działa efektywnie i dzięki temu, “żniwo” powiększa się w szybkim tempie.

Wydaje mi się, że z biegiem czasu, aby się wyspowiadać, będziemy musieli wrzucić „ile łaska” do skarbonki przy konfesjonale. Już teraz możemy zauważyć podobne przykłady „dobrowolnego wyzysku” – szopka z aniołkiem trzymającym skarbonkę, który kiwa głową gdy tylko „usłyszy” brzęk monet, na pierwszym planie – to tylko jeden z kilku przykładów. Przykładów, które działają na ludzką psychikę, tym samym zatracając główny „kontakt” Kościoła ze społeczeństwem.

Kategoria: Ogólne

Czy ten Pan i Pani…

22
sty
2

Każdy z nas zawiera jakąś cząstkę pruderii, niekiedy jest ona domeną naszego życia. „Nie no coś Ty”, „Weź przestań”, „Aaa… Daj spokój” Te słowa przy „akompaniamencie” wstydliwego wyrazu twarzy i różowych pąsów, nie całkiem definiują kluczowe słowo wspomniane przeze mnie na początku.  Dlaczego „nie całkiem”? Głównym składnikiem jest fałsz. Fałsz, który czasami szkodzi nie tylko jednej osobie, ale wszystkim „jednostkom” w jej otoczeniu.

Na pewno, każdy z nas znalazł się kiedyś w niekomfortowej sytuacji, w której chciałby zapaść się pod ziemię. Głównym komponentem odpowiedzialnym za to jest wstyd. Wstyd, który chcielibyśmy wyeliminować z własnego życia, ukryć go. Może wydawać się to dziwne, ale on naprawdę jest nam potrzebny. Jak mówił Ks. Pawlukiewicz „Zachowywalibyśmy się jak zwierzęta, a nawet gorzej”. Można by pomyśleć – po co to piszę? Po prostu – chcę zwrócić uwagę na pewne aspekty naszego życia, gdzie pruderia trzymając się za rękę z wyuzdaniem i wstydem, negatywnie wpływają na otaczający świat.

„Kochasz mnie? – Kocham. A Ty mnie kochasz? – Kocham” – właśnie takie „rozbudowane” dialogi, które są tylko przerywnikiem w komunikacji niewerbalnej możemy „zauważyć” w dzisiejszych czasach dosłownie wszędzie. Szkoła, przystanek autobusowy czy hipermarket… Każde miejsce, możemy nazwać intymnym. Co wprowadziło takie zmiany? Typowy „Jacek i Barbara”, którzy stoją w publicznym miejscu, ubrani w  wyimaginowane kartonowe pudło, które oddziela ich od setek osób stojących dookoła w promieniu jednego metra. Osób, dla których sposób w jaki adoruje się „ordynarna” para jest stanowczo obsceniczny.

Przyznaję, że dla zwykłych ludzi jest to naprawdę nie do oglądania. Ktoś może powiedzieć – „to po co się patrzysz?” – Gdyby stał przed nami samochód z włączonymi światłami i klaksonem, to nie wierzę, że nasze nerwy wytrzymałyby  to. Więc takie zachowanie jest na tyle rażące, że nie da się go przeoczyć. Być może, tylko mnie rażą takie „motywy” ale chcę zwrócić uwagę na zatracającą się empatię u coraz większej liczby ludzi. Jestem pewien, że „przystankowa pseudo-miłość” wyewoluuje do takiego poziomu, że z jednej strony będzie to dla nas coś okropnie zbereźnego, zaś z drugiej będziemy już do tego przyzwyczajeni.

Ok. 3 lat temu, jadąc przez dwa dni autokarem, spotkałem się z podobną sytuacją. Przede mną siedziała, dość specyficzna para – On: boski Belmondo, Ona w stylu „dasz? – a dam…” wyrażali swe uczucia względem siebie jedynie na dwóch autokarowych siedzeniach. Pod osłoną nocy słychać było jedynie: „Jacek, Jacek…”, w tonie głosu podobnym do poziomu „bierz mnie, jestem Twoja”. Takiego stanu rzeczy de facto nie zauważyć się nie dało. Ale jak to mówią „każdy orze jak może”. Automatycznie tworzy się tzw. „społeczna znieczulica”. Wszyscy mają tego dość, ale nikt nie chce podejść i powiedzieć – „bądźcie ludźmi, nie zwierzętami”. Notabene, nie dziwie się – trafiając na „bezszyjnego” mistrza podnoszenia ciężarów, lub „małyszowskiej” postury mistrza ciętej riposty używającego jedynie sformułowania „chcesz wpier**l?”, lepiej zacisnąć zęby i bierne czekać na rozwój „niekończącej się opowieści”.

Czasami zastanawiam się, co takie afiszowanie uczuć ma na celu? Dobra – róbcie ze sobą co chcecie, ale w sytuacji sam na sam. Jakie myśli tworzą się w zakochanych „ślepych” mózgach? – „Popatrzcie na nas, jak ładnie razem wyglądamy!” To nie jest nasza-klasa! Tutaj nie dostaniecie dobrze znanych „słitaśnych komci”, jak to Ona ładnie trzyma go za rękę, a On za coś innego.

Jak wspominałem wcześniej, z biegiem czasu forma predylekcji do drugiej osoby nabierze takiej finezyjności, że nie będziemy potrafili rozróżnić zwykłych ludzi od obwąchujących się rozochoconych psów. Przychodzi mi do głowy fragment „Folwarku Zwierzęcego” G. Orwella:

„Słychać było dwanaście wściekłych głosów, a wszystkie brzmiały jednakowo. Nie było już żadnych wątpliwości, co się zmieniło w ryjach świń. Zwierzęta w ogrodzie patrzyły to na świnię, to na człowieka, potem znów na świnię i na człowieka, ale nikt już nie mógł rozpoznać, kto jest kim”.

Odbiegając od tematu: czytając komentarze w stylu „nic odkrywczego nie napisałeś i tylko potwierdzasz bezsensowność wywodów” itd., chciałem zauważyć, iż jest to tylko subiektywna ocena pewnych sytuacji, których zrozumieć nie potrafię. W moim mniemaniu – oceniam dlaczego nieraz „Jaś nazywa się Małgosią, a nie Jasiem”. To są właśnie sytuacje, których „nie czaję” i dlatego piszę o nich. Nie doszukujmy się żadnych „twórczych odkryć”. To jedynie moja wolność słowa.

Kategoria: Ogólne

Koniec “konca” – 2012.

15
sty
2

Czy zastanawiałeś, się kiedykolwiek jak będzie wyglądać Twoja śmierć? Jak zakończysz życie na tym świecie? Już nie musisz się tyle głowić. Według współczesnych wierzeń, wszyscy zakończymy swą działalność na ziemi dokładnie 21.12.2012!

Koniec świata – tak potocznie nazywamy to nieuniknione „zjawisko”. Każdy odbiera je na swój sposób – jedni myślą, iż jest to pasmo klęsk żywiołowych, inni zaś odbierają to jako kompletny koniec – pustka. Dlaczego jest ono nieuniknione? – Mt 24:42 “Czuwajcie więc, bo nie wiecie, w którym dniu Pan wasz przyjdzie.” Aktualnie, prawie wszyscy zapominamy o tej prawdzie. Prawdzie na której powinien opierać się „rdzenny” chrześcijanin. Niestety, pod wpływem dzisiejszych mass-mediów, ludzki irrealizm pogłębia się coraz bardziej, jednocześnie dowodząc, że „białe jest czarne, a czarne jest białe”. Indoktrynacja na bazie „prania mózgu” dociera do ludzkiego umysłu, a co najgorsze – do duszy. Nie mam zamiaru rozwodzić się nad pojęciem „duszy” i jak ją pielęgnować bo nie o to w tym chodzi. Jedynie myślę, iż każdy indywidualnie powinien podejść do tej sprawy.

Wracając do subiektywnej opinii – Nie mam pojęcia, czemu służą te konstruktywne wywody, które z biegiem czasu przybywają na swej treści. Bez wątpienia, punktem zaczepienia dla „proroczych reporterów” jest starożytność, a dokładniej – coraz to słynniejszy Kalendarz Majów. Bez zbędnego tłumaczenia – kończy się dokładnie 21 dnia grudnia 2012.

„Mój kalendarz kończy się co roku i nikt nie robi z tego wielkiej afery” – otóż to. Czy to, co „obliczyła” kiedyś jakaś cywilizacja, może w tak dużym stopniu wpłynąć na mentalność współczesnych warstw społecznych. Jak widać – tak.

Mt 25:13 “Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani godziny.” – jak widać, ten cytat z Pisma Świętego zanikł kompletnie, mając na uwadze precyzyjnie ustalony dzień odejścia z tego świata. Przychodzą mi w tym momencie na myśl różne kiczowate strony, oferujące obliczenie daty śmierci, poprzez odpowiedzi na pytania typu „Jak masz na imię?”, „Jakiego koloru nosisz skarpetki?” czy „Ile razy w ciągu tygodnia dostajesz orgazmu?”. Ba… niektóre portale potrafią określić czas zgonu poprzez wysłanie jedynie „jednego smsa”! Cóż – jak widać, współczesna technika ma coraz więcej wspólnego ze sferą metafizyczną.

Oprócz wyżej wspomnianego „bombowego kalendarza” pojawiają się jeszcze setki innych przepowiedni, o których pisząc nawet ruski miesiąc, nie byłbym w stanie zobrazować ich pełnej liczby.

Nie muszę chyba przypominać ile tzw. końców świata miało nastąpić wcześniej. Ponoć rok 2000, miał być pierwszą kostką domina, która rozpoczyna łańcuch wielu katastrof. Moim skromnym zdaniem, każdy rok może być początkiem. Zawsze coś się dzieje – erupcje wulkanów, trzęsienia ziemi, powodzie, huragany itd. to nieuniknione zjawiska przyrody, pojawiające się od paruset lat. Jaka w tym wszystkim filozofia, którą tak bardzo wszyscy się egzaltują? To kolejna rzecz będąca dla mnie jakimś wielkim nieporozumieniem.

Przy pomocy „wujka Google” znalazłem, dość dużo dwuznacznych informacji odnośnie przyszłego armagedonu. Przykładowo:  “W roku 2012 Wenus, Orion, Mars oraz inne gwiazdy i planety osiągną to samo położenie względem siebie jak w roku 9792 przed Chrystusem, kiedy to miał miejsce taki sam kataklizm, jaki może wydarzyć się teraz. W wierzeniach religijnych i mitologii te zdarzenia opisywane są w historiach o potopie. Z datą 9792 wiąże się dodatkowo fakt zniszczenia Atlantydy, której pozostałości dziś są ukryte pod biegunem południowym. Cywilizacja Atlantydy miała być bardzo rozwinięta, jej uczeni przewidzieli katastrofę, gdyż ściśle wiązała się ona z zachowaniem ciał niebieskich. Wielu członkom tego ludu udało się przetrwać dzięki temu kataklizm i osiąść w Ameryce Północnej i Egipcie. Istnieją znaczące dowody na to, że to Majowie i starożytni Egipcjanie byli potomkami przybyszów z Atlantydy, co tłumaczy ich niezwykle osiągnięcia cywilizacyjne.” (koniec-swiata2012.com.pl) Notabene, niektóre „wróżby” były naprawdę tak finezyjnie napisane, że niejeden na pewno wpadł w jej sidła. Aż tak jesteśmy infantylni, żeby wierzyć w wyrafinowane opisy apokalipsy różnych mistyfikatorów? – Najwidoczniej…

Wydaje mi się, że ta cała „czary mary propaganda” ma na celu jedynie mydlenie ludziom oczu. „Propaganda zabijania czasu”, dążąca do pojawiania się zaaferowanej społeczności. Czy to, że ktoś kiedyś powiedział, iż Dzień Sądu nadejdzie gdy Księżyc połączy się ze Słońcem, gwiazda polarna przestanie świecić, co spowoduje rozbicie naszej planety przez meteoryt zbudowany z połączenia wszystkich rodzajów kokosów na Hawajach, jest nadrzędną „prawdą”, którą akceptujemy?

Nie wiem, co ma na celu takie spekulowanie. Zamiast cieszyć się codziennym życiem, ludzie zastanawiają się jak będzie wyglądać koniec i kiedy nadejdzie. Rozumiem, że każdy powinien być przygotowany na „ten dzień” bla bla bla… Ale gdyby, każdy miałby się tym przejmować to jestem pewny – świat nie funkcjonowałby normalnie.

Nie róbmy nic innego, tylko przejmujmy się końcem świata! Po co? Skoro kiedyś ma nadejść to nadejdzie – nam nic do tego. Jak powiedział mój przyjaciel „Dla człowieka, końcem świata jest jego śmierć. Nie ważne czy wpadnie pod samochód, pośliźnie się i skręci kark czy zje go rekin. Po prostu zginie i tyle.” Takiej wersji również ja się trzymam i percepcji odnośnie tego aspektu nie zmienię.

Kategoria: Ogólne

Nasza-klasa.

12
sty
6

Nasza-klasa„Szukasz znajomych ze szkolnych lat? Ciekawi Cię, jak ułożyli sobie życie? – Ten portal jest dla Ciebie!” – takim sloganem, mogli pochwalić się założyciele najsłynniejszego serwisu internetowego w Polsce, jakim jest współcześnie Nasza-klasa. Dokładnie – „mogli”. Dlaczego czas przeszły? Wątpię, by nadal mogli propagować powyższą sentencję, jedyne czym mogą wzbudzić zachwyt w oczach ludzi, to liczba przekraczająca 13 milionów „użytkowników”.

Nasza-klasa jako portal społeczny dla ludzi próbujących odszukać dawnych „klasowiczów” mogli pożegnać się z tą ideą w miarę dojrzewania witryny. Z biegiem czasu zatracała się jej główna koncepcja. Nowe aktualizacje, zamiast polepszać design strony, oszpecały ją coraz bardziej. Jeżeli wyjść z założenia, iż nk, przeznaczone jest dla osób starszych – wygląd strony powinien być naprawdę przejrzysty beż żadnych „szmerów bajerów” – Klikając w jeden przycisk, otwiera nam się podstrona, do której chcieliśmy przejść. Jak jest teraz? – Po kliknięciu, wyskakuje nam masa jakiś różnorakich rzeczy, które nie mają konkretnego zastosowania.
Jedną z wielu, zasługujących na miano „nieprzydatnego zapchajdziury” może być tzw. śledzik. Ponad połowa użytkowników, do tej pory nie wie do czego „to” służy i raczej szybko to nie nastąpi. Zaraz na początku swojego istnienia, śledzik usuwany był wieloma sposobami: tzw. łańcuszkami, wróżbami, listami do admina itd. Nie zdziwiłbym się, jeżeli chiromancja albo „cyganeczka Zosia” miałaby coś z tym wspólnego. „Na szczęście” wiedza, polskich 15 letnich hakerów zaowocowała, dając początek końca zmasowanym atakom śledzi.
Więc… po co? Po co kreować jakieś barachło, które nie znajduje aprobaty użytkowników? Być może miało to jakiś ukryty cel, którego żadne z 50 wirtualnych subkultur do tej pory nie odkryło.
Dlaczego piszę ten artykuł? Chce, przybliżyć mój koniec z tym portalem, tym samym nie uważając się za jakiegoś „bohatera z jajami”, który pozbył się swojego profilu. Przecież dla niektórych nasza-klasa jest chlebem wodą i powietrzem. „Kto z kim przystaje, takim się staje” – nietrudno było zauważyć pogłębiającej się klęski opisywanego przeze mnie portalu. Myśląc, iż jesteś jednym z wielu normalnych użytkowników, wkrótce stawałeś się nonkonformistą. Jaki to rozumieć? – Bardzo prosto: „skoro wpadłeś między wrony, musisz krakać jak i one”. Z biegiem czasu wirtualny konformizm dosłownie raził w oczy.
Przeglądając zdjęcia różnych osób, jak i komentarzy zawartych pod nimi, następował tzw. „facepalm”. „Cudownie wyglądasz”, ”Pięknie!”, „Ślicznie”. Zdarzały się również odważniejsze (czyt. hardkorowe) tym razem dla zaawansowanych w „pokemoniastym piśmie” typu: „słit focia”, „ślicznaś ;*” „kiutaśnie” itp. W każdym bądź razie, kurtuazja zachowana w 100%. Rozumiem, że w każdym człowieku kryje się jakaś potrzeba adoracji przez drugą osobę, ale mając na uwadze „słitaśne komcie” to wskaźnik samozadowolenia przekracza limit. Jak sama nazwa wskazuje „komentarz”, powinien zawierać jakąś opinię; komentować coś, zaś w większości przypadków zawiera jedynie same superlatywy.
Tak.. „ktoś” kiedyś powiedział, że „zdjęcie to poważna sprawa” – racja, szczególnie gdy widać na nim lustro i aparat (nie wspominając już o flash’u). Dla mnie jest to kompletny brak artyzmu, jeżeli mogę użyć takiego sformułowania. Nie chce pisać poradnika dla młodego fotografa, bo nie o to w tym chodzi, lecz ryzykownie podziałać na ludzkie gusta, ale co prawda nie dyskutuje się o nich… Zdjęcia z rodziną, czy ze znajomymi odchodzą na drugi plan. Teraz zapanowała moda na wspólne zdjęcie razem z telefonem odbitym w lustrze i dodanym opisem „Dla mojego misia”. A na deser, wlepka „super zdjęcie”, 3000 wyświetleń nabitych botem i ocena sięgająca powyżej 10 – taki profil uznawany jest dzisiaj za normalny. Chcesz mieć więcej znajomych? Powodzenia!
„Znajomi” to w dzisiejszych czasach pojęcie względne. Najczęściej tłumaczone „jak mówi mi „cześć” to jest moim znajomym”, niekiedy rozumiane w bardziej idealistyczny sposób – „kupowałem przed nim bilet w autobusie, wyśle mu zaproszenie”.
W taki o to sposób, „normalny” użytkownik ma zazwyczaj ok. 1000 znajomych, z czego 40% to jedynie prawdziwi znajomi. 60 % to konta fikcyjne i ludzie, których widziało się raz na przystanku, czy zza szyby jadącego samochodu. Oczywiście nie mogę pominąć faktu, iż zawieranie „cyberprzyjaźni” np. z Krzysztofem Ibiszem, Dr Lubiczem, Housem czy Burskim, Maciusiem z Klanu, psem Jana Rokity czy nawet samym Lechem Wałęsą jest rzeczą normalną. Ba.. żeby tylko z jednym. Nieskończona liczba Dorot Rabczewskich, Piotrków Kupicha jak również Johnn’ów Depp tworzą idealny poziom mentalności użytkowników. Dokładnie nie wiem dlaczego władza portalu nasza-klasa, nie przeciwstawia się takim działaniom, ale wręcz przeciwnie – idą na rękę. Oczywiście, można argumentować to tym: „przecież nie da się ręcznie tego usunąć” – racja, nie zaprzeczam. (Właśnie w tym momencie zostało utworzonych 5 kont.) Ale, ale… jest bodajże opcja „konto fikcyjne”, którą można uwidocznić na „swoim” profilu. No właśnie – po co?
Jak można zauważyć, najwięcej zmyślonych kont pojawia się w „znajomych” najmłodszych użytkowników. Jestem przekonany ze aktualnie 20-30% to dzieci, które nie ukończyły jeszcze 13 lat. Dzieci, które bez kontroli swoich rodziców, swoją dobranockę w formie zdjęć z „dziesiątych urodzin Tomka” oglądają przed północą na naszej-klasie. Następnie, biorąc cyfrówkę brata, cykają sobie zdjęcia z 50 perspektyw, trzymając w ustach znalezionego na ulicy peta czy też z pełnym kieliszkiem wody, umieszczając pod zdjęciem jakiś tekst piosenki, który jest tak finezyjnie „wklejony”, iż trzeba przesuwać go tzw. suwakiem, lub życiowe maksymy, o których jak myślą – mają pojęcie.
No ale… w końcu teraz taka moda.
Zresztą – sama władza portalu, doszła do wniosku, iż panuje „lekki” nieład, toteż odpowiedzią na to była zmiana głównego logo. Kiedyś z naprawdę świetnym rentownym hasłem – „portal dla ludzi z klasą”, zaś teraz? Można by powiedzieć, że współcześnie żadnego sloganu nie posiada. Teraz jest to jedynie tzw. „miejsce spotkań”, wydaje mi się, że administratorzy teraz z chęcią chcieliby zmienić całą nazwę portalu. W odniesieniu do całego tumultu, jaki tam panuje, aktualna nazwa nie jest adekwatna. Może kiedyś doczekamy się tego przełomowego „niuansu”.
Będąc przy temacie wewnętrznego rozgardiaszu. Co mam na myśli? Zdjęcia porno, pedofilia, homoseksualizm itp. itd. Przyznam, że znalazłem kiedyś zdjęcie dwóch „namiętnie” całujących się facetów. Taki obraz dla mężczyzny jest naprawdę czymś nieziemsko obrzydliwym. I to właśnie dzięki tym fotkom, coraz bardziej zwiększa się odium, „prenormalnego” użytkownika. No dobra, akceptowalny dla ludzi może być safizm, co jest wielkim zjawiskiem w otaczającym świecie i nasze oczy są już bardziej przyzwyczajone do tego, niż do „gejowskiej miłości”. Ponadto, jestem pewny, że prawie każdy widział na nk jakieś obsceniczne zdjęcie. Ogółem, można powiedzieć, iż jest to ogromna oczyszczalnia ścieków, która nie nadąża za swoją działalnością.
Ogólnie rzecz biorąc, można udawać, że nie widzi się tego całego brudu, Lecz i tak prędzej czy później, znajdzie się on na twoich dłoniach. Na moich znalazł się pół roku temu, wtedy trzeba było to wszystko „wybielić”. Nie żałuje, że usunąłem konto bo z czasem człowiek jedynie od tego całego „syfu” głupieje. Oczywiście, nie pisałem tego by wyperswadować komuś działalność na opisywanym przeze mnie portalu. Jedynie chciałem ukazać swoją subiektywną ocenę. Paralelnie, nie robić jakiegoś wielkiego „halo”, z istniejącego kiedyś „wow” jakim był serwis nasza-klasa. Przestarzałego „wow”, do którego już nie należę.

Kategoria: Ogólne

Start.

8
sty
0

Witam.

Może od razu? Dlaczego zdecydowałem się poprowadzić ten blog? Po prostu, chcę podzielić się z Wami rzeczami,  które prawdopodobnie denerwują nie tylko mnie i tak jak wskazuje tytuł witryny, których nie można zrozumieć.  Jednoczesne “dzięki Piotrek” za inspiracje Twoją “subiektywną oceną otoczenia”.

Może to się wydawać dziwne, że jakiś niezrównoważony 19latek prowadzi bloga, zamiast przygotowywać się do majowej matury. Przepraszam… to nie jest “nasza-klasa”, żebym trwonił czas na to godzinami jak inni. Oczywiście cała idea internetowego pamiętnika nie jest domyślną ideą. Nie mam zamiaru pisać o tym co zjadłęm dzisiaj na obiad, czy myłem zęby czy nie,  że dostałem dzisiaj krwotoku z nosa, czy też że właśnie w tym momencie podrapałem się po uchu. Chce jedynie “przelać” swój subiektywizm na społeczne konwenanse. Powodzenia?

Sprostowanie zakończone. A jeżeli jak na bloga przystało – jakieś szczególne informacje? – Zapraszam na mój profil facebook’owy.

Patryk Osuch

Utwórz swoją wizytówkę

Kategoria: Ogólne